Błogosławieństwo

Już od dawna zbieram się do napisania tego posta, ale nie wiem jak to wszystko ubrać w słowa.

W listopadzie przeżyłam szok i po raz kolejny mam dowód, że Opatrzność czuwała nad nami w czasie ciąży i dniu porodu...
Na początku listopada odebrałam wyniki histopatologiczne łożyska. Wiecie, co się okazało? Coś tak mało prawdopodobnego, że się wydarzy. A jednak. Statystyki pokazują, że problem ten występuje u 1% ciężarnych ale aż u 15% w przypadku dzieci z hipotrofią. I gdybym nie znała historii Malwy z Nieulotne, pewnie czytając wynik badania w ogóle nie wiedziałabym o co chodzi.

Przyczep błoniasty jest nieprawidłowością pępowiny polegającą na tym, iz pępowina nie jest przyczepiona do łożyska lecz do błon płodowych. Ta patologia wiąże się z ryzykiem pęknięcia pęcherza płodowego oraz dużej, zagrażającej życiu utracie krwi.
Ponadto badania pokazują, że " wymiana  płodowo-matczyna jest upośledzona ze względu na to, że zaopatrzenie płodu następuje przez ograniczoną część łożyska. W przypadku brzeżnego przyczepu (ja miałam błoniasto-brzeżny) obserwowano częstsze występowanie wad rozwojowych u płodów oraz ich ograniczone wzrastanie wewnatrzmaciczne".

Tak więc już mam odpowiedź dlaczego moja córeczka nie rosła w brzuszku i skąd ta hipotrofia. Najlepsze jest to, że właśnie my po ivf byliśmy w grupie ryzyka a nasza dr jak widać jest niedouczona, bo skoro łożysko i przepływy były super to czemu nie zwróciła uwagi na trzeci ważny czynnik w przypadku hipotrofii-pępowinę, bo jej stan też wpływa na rozwój dziecka w łonie matki. A moja pepowina była do kitu. Bo nie dość, że był to przyczep błoniasty to dodatkowo brzeżny, więc mozna było zauważyć gdzie pepowina p rzylega, że coś jest nie tak.
Idąc na spotkanie z dr byłam jeszcze pod wpływem emocji i miałam małą wiedzę na ten temat. Powiedziałam jej tylko, że to musiało się zakończyć krwotokiem i dobrze, że ja go dostałam a nie moja córeczka, bo mogłaby tego nie przeżyć. I wiecie co? Do tej pory zastanawiam się czy to łożysko mi się odkleiło czy mi pękł pęcherz płodowy. Bo w tym drugim wypadku moja córeczka miała 50,% szans na przeżycie. No ale moja pani doktor stwierdziła że nie koniecznie to musiało się tak zakończyć-pewnie bała się, że będę chciała wystąpić na drogę sądową w sprawie błędu lekarskiego. Fakty są takie że nie posiada dostatecznej wiedzy i to mogło narazić nas na straszne konsekwencje. Pewnie gdyby ta historia nie zakończyła się tak jak się zakończyła, to z pewnością spotkalibyśmy się w sądzie. 

Przeglądając internet w poszukiwaniu wiedza na temat przyczepu natrafiłam na wyrok sądu w sprawie która była znacząco podobna do naszej z tym że Powódka straciła swoje dziecko. Sąd jednak uznał, że lekarz nie zawinił ponieważ takie rzeczy bardzo rzadko się sprawdza w USG. Wiadomo-biegły lekarz  nie zezna nic przeciwko swojemu koledze z fachu. Natomiast fakty są takie, że lekarz ten podejrzewał u pacjentki hipotrofie a dziecko z wizyty na wizytę było coraz mniejsze w obrazie USG. Mimo tego dr nawet nie badał pacjentce przepływów co prawda u nas badane były przepływy jednakże one były w doskonałej kondycji dlatego więc moja pani doktor nic nie zainteresowała się bardziej szczegółowo tematem zahamowanie wzrostu wewnątrzmacicznego i nie poświęciła więcej czasu na zbadanie tej tej tematyki. Może gdyby posiadała większą wiedzę i doświadczenie, wiedziałabym że moja ciąża powinna zakończyć się w szpitalu cięciem cesarskim, jednak z zaplanowanym terminem a tak to po prostu cud że żyjemy. Z całą pewnością zawdzięczamy to lekarzowi,  który miał wtedy dyżur. Szukając informacji na forach o przyczepie kobiety , które straciły dziecko pisały, że lekarze zwlekali z cesarskim cięciem , ponieważ chcieli znaleźć przyczyny krwawienia. Natomiast lekarz, który przyjmował mnie w szpitalu nie czekał i nawet mnie nie badał , tylko po prostu chwycił za telefon i zbierał zespół do operacji. Jestem pewna , że to dzięki niemu nasza córcia jest na świecie, bo gdyby nie on, to wszystko mogłoby się wtedy zakończyć inaczej. Dziękuję Bogu że to właśnie on wtedy miał dyżur że to był wtorek. Matka Boża miała nas w opiece. To było nasze błogosławieństwo.

Komentarze

  1. Dobrze, ze masz to juz za sobą, a wszystko dobrze sie skonczylo😘🍀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy więcej szczęścia niż nasza dr rozumu 😉😂

      Usuń
  2. No to wszystko jasne... Boże Marysiu, jakie to okropne, że człowiek musi tyle sam czytać i doszukiwać się informacji, bo lekarze nie potrafią nam tego przekazać lub sami do końca nie wiedzą... Całe szczęście, że wszystko się dobrze skończyło, naprawdę Ktoś tam u góry nad Wami czuwał 😘 A teraz zobacz, masz taką pięknotkę, która tak szybko rośnie i daje tyle radości 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że nasza dr miała za małą wiedzę i doświadczenie., ponieważ mówiła, że skoro przepływy są dobre to wszystko jest ok i pewnie tylko taka uroda. Faktem jest, że my byliśmy w grupie ryzyka. Może gdybym w ciąży sama szukała informacji o hipotrofii, to sama podsunęłabym jej ten pomysł. Ale- wtedy mówiłam, że nie będę czytać i nie będę szukać, bo nie chcę się denerwować. Żałuję tylko jednego-że nie powiedziałam jej wtedy na wizycie żeby zapamietała sobie mój przypadek na przyszłość, gdy inna kobieta trafi do niej z podejrzeniem hipotrofii, aby nie badała tylko przepływów i ilości płynu owodniowego, bo to nie jest wystarczające.

      Usuń
    2. No i powiem Ci, że w kwestii czytania to też ciężko jest znaleźć złoty środek. Ja też jak byłam w ciąży postanowiłam nic nie czytać, bo w internecie można znaleźć WSZYSTKO i generalnie w sieci większość jakichkolwiek objawów zwiastuje jakieś ciężkie choroby i przypadłości. Dlatego nie szukałam, a teraz czytam, ale staram się zachować zdrowy rozsądek, żeby sobie nic nie wkręcać a jednocześnie być świadomą (ciężko to czasem pogodzić 😂). Natomiast jak coś się dzieje u Zosi to w necie nie czytam dużo tylko w pierwszej kolejności zdaję się na pediatrę, bo wiem że jeśli chodzi o nią to za bardzo bym panikowała 😊

      Usuń
    3. To z pewnością jest całkowicie zdrowe podejście, jeżeli ma się dobrego lekarza, do którego jest się przekonanym:). Ja od początku nie byłam, potem chciałam zmienić lekarza, ale z pośród tych, których wtedy miałam na tapecie-to żaden z tych nie byłby dobrym wyborem. Teraz mam na oku pewną panią dr, która pracuje w najlepszej klinice na naszym terenie i w razie ciąży do niej pójdę, bo okazuje się, że przyjmuje od niedawna w sąsiednim mieście.

      Usuń
    4. 😊😊😊
      (Ja ciąży nawet nie biorę pod uwagę 😀)

      Usuń
    5. U Was troszkę inna sytuacja, bo nam zostały mrozaczki ale powiem Ci że i cuda się zdarzają jak u Someday Mummy ;) chociaż nie bardzo w to wierzę, że kolejny raz się mi się uda mieć takie szczęście...no i załamał mnie fakt, że nasz lekarz zakończył współpracę z kliniką😢😢😢

      Usuń
    6. Ja napewno teraz nie biorę pod uwagę kolejnego dziecka, jeśli już będzie to za kilka lat i napewno już nie z udziałem kliniki, nie wyobrażam sobie znów tego wszystkiego od początku, choć napewno tym razem bez takiego ciśnienia, ale jednak znów te same procedury, jeżdżenie... Także Zosia raczej będzie jedynaczką 😊

      Usuń
  3. Az mnie ciarki przeszly jak to czytalam :( Dobrze ze trafiliscie na tego lekarza i Opatrznosc nad wami czuwala. Teraz musi byc juz dobrze. :) Zdrowka zycze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie tamten lekarz to nie wiem jak mogłoby się to zakończyć. To był jedyny lekarz z tego szpitala, o którym mówiłam że to lekarz z powołania. A jeszcze dwie godziny przed porodem śmiałam się, że gdybym miała dziś rodzić to nawet tam mogę jechać w razie czego, bo Ten dr ma dyżur...no i wypaplałam 😂😂😂

      Usuń
  4. Marysiu, jestem w szoku, w życiu nie spodziewałabym się, że i u Was wystąpi ten problem. Cud i naprawdę błogosławieństwo, że finał był inny niż u nas i że wyszłyście z tego całe. Nigdy o tym nie pisałam, ale mój mąż złożył doniesienie na lekarza po śmierci naszego synka. Mieliśmy trochę zastrzeżeń do prowadzenia ciąży w ostatnich tygodniach. Efekt wiadomo jaki, ale u nas niby nic nie wskazywało na to, że jest coś nie tak, bo Tymek miał prawidłową wagę i rozwijał się dobrze. Mimo to bardzo nam zależało na tym, by komisja lekarska się temu przyjrzała i by sprawę nagłośnić. Ale podejście jest takie jak piszesz: tego się nie sprawdza, a poza tym położnictwo to dziedzina obarczona pewnym ryzykiem i trzeba się z tym pogodzić. Nawet dziś to usłyszeliśmy po raz kolejny na USG. Tylko że medycyna jednak się rozwija, kiedyś przykładowo nikt się nie przejmował dodatnim GBS, a ile z tego powikłań... Wspaniale, że trafiłaś na lekarza, który miał jakiś szósty zmysł i zdecydował o cesarce. My niedawno rozpoczęliśmy trzeci trymestr, synuś rośnie jak na drożdżach, pojawiły się sugestie odnośnie SN, ale raczej nie dam rady psychicznie zaryzykować. Co za ulga, że mimo przykrych doświadczeń okołoporodowych wszystko dobrze się u Was skończyło. Ściskamy ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekarze tak naprawdę do każdej pacjentki podchodzą standardowo-zero wysiłku. A każdy przypadek jest inny i czasami naprawdę warto byłoby poświęcić trochę czasu i zastanowić się nad przyczyną dlaczego jest źle. U nas waga była niska, ponieważ ta zaburzona wymiana między łożyskiem a naszą Mysią ;) występuje w przyczepie brzeżnym (u Was był tylko błoniasty a u nas dodatkowo brzeżny).
      W zupełności się z Tobą zgadzam-dla mnie to głupie tłumaczenie sądu, że tego się nie sprawdza. To tak jakby dawał prawo lekarzom być niedouczonym lub pracować "na odwal".
      Mam nadzieję, że dr która nas prowadziła nauczyła się czegoś i może na przyszłość, gdy trafi do niej pacjentka z hipotrofia płodu i dobrymi wynikami, to przypomni sobie, że taki przyczep istnieje...
      Zastępca ordynatora następnego dnia po porodzie mówi do mnie: "to jest ta pacjentka, której nawet nie zdążyliscie wypełnić kwitów tylko zaraz na stół?" Heh...śmieszne i tragiczne zarazem.jakby to było ważne. Dobrze, że był wtedy tamten lekarz...bo inny to by może kwity wypisywał..:(((

      Usuń
    2. P.s. Ale fajnie, że synek tak ładnie rośnie :)) Ja pewnie też w Twojej sytuacji nie decydowałabym się na sn, bo o tym, co się wydarzyło nie sposób zapomnieć. Daj znać co u Was, jestem strasznie ciekawa jak Wojtuś!, To już duży chłopak a za chwilę jego drugie urodzinki :)))

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty