Pierwsza wiosna

Ostatnie tygodnie mocno dały mi w kość. 
Na szczęście jest już o wiele lepiej. Przede wszystkim fizycznie czuję się lepiej. No poza kręgosłupem ;) ale to, co mnie tak martwiło, czyli napięcia brzucha (skurcze??) pojawiają się już bardzo rzadko. Od niedzieli praktycznie wcale. Tak więc mój organizm się uspokoił, zapewne dzięki luteinie, ale i moja psychika znacznie się podreperowała. Szczególnie po ostatniej wizycie, gdy usłyszałam, że nic złego się nie dzieje z szyjką, jest taka jak była przed świętami.

Ostatnio wspominałam zeszłoroczną wiosnę przeglądając zdjęcia na Instagramie i podpis pod nimi :"ostatnia taka wiosna w moim życiu". Tak, z całą pewnością ta wiosna jest zupełnie inna, radość z budzącej się do życia przyrody i cieplejszych dni, ale przede wszystkim radość z rodzącego się we mnie nowego życia. Rok temu byliśmy przed wizytą w klinice, chcieliśmy podejść z marszu do in vitro. Jednak wtedy polip pokrzyżował nam plany.
A ja wierzę, że wszystko ma swój czas. Tak miało być. Wszystko zostało już wcześniej zaplanowane, Tam, na Górze ;) Kiedyś już o tym pisałam, ale wierzę, że jeżeli ktoś z wiarą modli się o spełnienie swoich próśb, zostanie wysłuchany. 
W poniedziałek pierwszy raz jechałam na wizytę samotnie. Mąż towarzyszył mi na każdym etapie leczenia a ja trwałam z nim podczas jego wizyt. Towarzyszył mi podczas punkcji, transferu (nie wyobrażam sobie, że mogłoby go zabraknąć w tak ważnym momencie) a potem podczas wizyt ciążowych. Zawsze był ze mną w tych najważniejszych momentach. Teraz musiałam w sytuacji kryzysowej stawić czoła problemowi sama. Przed wyjazdem powiedział mi te słowa: "Pamiętaj, Matka Boska się nami opiekuje, ona nie pozwoli, aby coś złego się stało". I chyba te słowa do mnie dotarły. Uspokoiłam się i bez nerwów czekałam na wizytę. 

Wierzę, że będzie dobrze. Doczekam w końcu terminu porodu i nic złego się nie wydarzy. Tyle przeszłam, aby być w tym miejscu, więc przetrwam wszystkie trudne momenty, aby potem cieszyć się obecnością tej małej istotki. Wiem, że nasze życie się zmieni. My się zmienimy. Chciałabym być beztroską matką, dającą dziecku dużo swobody, aby nie czuło ciągle mego oddechu na karku, tylko wtedy, gdy będzie mnie potrzebować. Czasami boję się, że niepłodność tak strasznie odbiła się na mojej psychice.. Czy po takim przeżyciu człowiek może być taki jak większość społeczeństwa? Moja siostra, która urodziła w zeszłym roku jest świetną matką. Daje swojemu Maleństwu dużo uwagi, ale i dużo swobody. Widzę, że dzięki temu Mała jest bardzo odważna, nie boi się świata i nowych wyznań. Ma 11 miesięcy i już stawia pierwsze kroki. Wiem, że każde dziecko jest inne, jedno rozwija się szybciej, drugie wolniej i niezależne jest to od nas. Jednak widzę też, że siostra daje poznawać świat Małej na swój sposób, nie leci zaraz, gdy ona przewróci się na pupę, pozwala jej wchodzić pod stół, między krzesłami ;) Tak jakby stworzyła z Małą pewien rodzaj relacji:"mam do ciebie zaufanie, ale jestem obok, jeżeli będziesz mnie potrzebować". Chciałabym być taką matką. A nie nadopiekuńczą kwoką ;) Jedno wiem na pewno: BĘDĘ SIĘ STARAĆ.

Komentarze

  1. och, ja teraz czytam mnóstwo poradników, przypominam sobie różne koncepcje (jestem pedagożką z wykształcenia), bardzo się zainteresowałam pedagogiką Montessori, polecam stronę www.kukumag.com - można się zainspirować. żaden rodzic nie uniknie błędów, ale uważam, że najważniejsze to być świadomym rodzicem. ściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wracam do materiałów ze studiów, odświeżam głowę 😂 ale teoria teorią a jak to wyjdzie w praktyce? Wszyscy mówią mi, że ten strach jest na wyrost i na pewno dam radę. Mam nadzieję, że mają rację😉😂

      Usuń
  2. Cieszę się, że już lepiej się czujesz i jesteś spokojniejsza 😚 Wszystko już będzie dobrze 😚
    Masz rację, niepłodność odciska duże piętno na naszej psychice, tak długo czekamy na spełnienie największego pragnienia, że w końcu kiedy ono się spełnia zastanawiamy się czy nie będziemy nadopiekuńcze... Sama mam tę wątpliwość... Ja też zawsze miałam takie wyobrażenie o idealnej mamie jaką chciałabym być dla mojego dziecka 🙂 Znam różne mamy i różne dzieci i tak jak mówisz między niektórymi można zobaczyć duże różnice, ja dziś też jestem za tym, aby dawać swobodę dziecku, ale przede wszystkim nie wyręczać go w każdej możliwej sytuacji tylko zwyczajnie pozwolić mu być samodzielnym - na pewno w większości przypadków będzie to się wiązało z tym, że dziecko zrobi większy bałagan lub ubrudzi się lub cokolwiek innego, ale będzie uczyło się samodzielności 🙂 Dziś tak myślę, mam nadzieję, że za rok będę myśleć tak samo i że nic w tej mojej głowie mi się nie poprzestawia 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... tego najbardziej się obawiam. Prawie 6lat starań o dziecko może nieźle namieszać w głowie. Niby poradziłam sobie z tymi emocjami, szczególnie złymi, które towarzyszyły staraniom, ale te doświadczenia zostają na całe życie. Nie da się tego zapomnieć. Dlatego wiem, że do macierzyństwa będę musiała podejść na większym dystansie. Nie chcę być kwoką😂 Mam w swoim otoczeniu matki, których dziecko po urodzeniu cały czas na rękach tylko u nich, nikomu go nie dawały, nawet ojciec miał mało do gadania... zawsze uważałam to za patologiczne i mam nadzieję, że nie zbzikuję jak się Dzidzia pojawi. Wiem, że się zmienię, gdy Malutka będzie na świecie, ale nie chcę zmieniać się na gorsze😉😂 i przede wszystkim chciałbym być mamą i żoną, aby nie zapominać o relacji z mężem i zachować balans.

      Usuń
    2. Dokładnie... Ja też znam taki przypadek - na koniec dziecko nie chciało nawet spojrzeć na babcię, dziadka czy wujka, nie wspominam już o wzięciu dziecka na ręce, które kończyło się wielką histerią... Tylko mama i koniec. A dziś dziecko ma kilka lat, nadal do wszystkiego potrzebuje tylko i wyłącznie mamy (żeby było jasne, tata jest potrzebny tylko czasem), a mama już nie daje rady - na własne życzenie 🙂 Dlatego musimy trzymać się razem i w razie czego nawzajem sprowadzać się na ziemię 😉

      Usuń
    3. No właśnie... czyli to taki standardowy scenariusz w przypadku matki kwoki;) zresztą nawet w rodzinie mam taki przykład, że takie matkowanie nie wychodzi na dobre dzieciom..moja ciocia była tak nadopiekuńcza w stosunku do swojego syna, że on (dorosły facet) nawet jedzenia sobie na talerzyk nie nałoży! To jest śmieszne i tragiczne zarazem...

      Usuń
    4. Zatem pamiętajmy o tym jak już urodzą się nasze dzieci 😁

      Usuń
  3. Fajnie ze juz czujesz sie lepiej :)
    I bardzo trafna wzmianka o związku z niepłodnością i potencjalna nadopiekuńczością. Juz teraz czuje ze będę chciała mieć dziecko tylko dla siebie z mężem i więcej dla nikogo 🙄 No albo bardziej chodzi mi nawet o teściowa która mieszka bardzo blisko nas na wsi i juz przeczuwam jak będzie wtrącać i narzucać sie 😬 Moja rodzina jest bardzo daleko i swoją rodzine toleruje pod tym względem jak najbardziej - wiem ze nie przesadza i będę sie cieszyć jak beda chcieli zajmować sie moim dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam podobny problem, bo również mieszkam blisko teściowej. Boję się, że będzie chciała mi się wtrącać do mojego sposobu wychowania, kupowania ciuchów, zabawek itd. Już czuję jej wzrok na sobie jak nieporadnie przebieram Maluszka 😉😡 a to będę miała za czysto albo za brudno 😉😂 bo nieraz słyszałam od niej komentarze o innych w stylu że nie posprzątane albo za sterylnie... jednym słowem nie dogodzisz. Myślę, że w takiej sytuacji trzeba ostro reagować, bo potem może być tylko gorzej. Na szczęście mąż zawsze mnie wspiera ☺

      Usuń
  4. Fajnie, że u Was coraz lepiej. Oby tak dalej. 😊 Przyznam szczerze, że obawiam się tego samego. Chciałabym być mamą, która jest obok, kiedy potrzeba, ale nie osacza swojego dziecka. Tylko boje się, że doświadczenia z mojego życia, będą mocno wpływać na mnie. Będę musiała walczyć ze sobą. Ciężka praca przede mną...
    Życzę Wam i sobie, żebyśmy byli cudownymi rodzicami, którzy w końcu będą się cieszyć szczęściem, jakim jest dziecko ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję😘 Tobie już niewiele zostało i niedługo sama przekonasz się o tym, jaką będziesz mamą☺ chciałbym być już tak daleko w ciąży, do momentu szpitala delektowałam się każdym dniem, teraz niepewniej patrzę w przyszłość i marzę, aby dotrwać chociaż do 32tc bez wiekszych komplikacji...
      Nasze doświadczenia może się różnią, ale mamy podobne spojrzenia na świat. Ciąża wydaje się być niepowtarzalnym stanem, martwimy się, czy będzie nam dane przeżywać te radości raz jeszcze. A ten strach powoduje to, że chcielibyśmy zamknąć dziecko z złotej skorupce, do której zło tego świata nie ma dostępu.
      P.s. Tobie życzę tego samego😘

      Usuń
    2. Dokładnie tak jak napisałaś, po różnych przeżyciach dziecko to tak wielki Skarb, że boisz się, że to tylko sen.
      Wiem jakie to trudne, ale postaraj się nie martwić, podobno jak myślimy pozytywnie to tak jest. Wszystko będzie dobrze 😊 spokojnie dotrwacie bez komplikacji nie do 32, a do 38 tygodnia...
      Trzymajcie się ciepło.
      A my czekamy, dobrze byłoby jeszcze półtorej tygodnia, narazie jest ok, tak przynajmniej myślę i czuję.
      Wczoraj mąż zapytał mnie: "myślisz, że będzie jej z nami dobrze?" i pomyślałam, że właśnie w tych słowach zawiera się to, co my myślimy o rodzicielstwo, że to dziecko nas wybrało, a my musimy jemu udowodnić, że zasłużyliśmy na to szczęście...

      Usuń
  5. Ja jakiś czas temu przypomniałam sobie swój wpis o Mamie Muminka i nieźle się uśmiałam. Z perspektywy muszę przyznać, że strata dziecka odcisnęła piętno na naszym rodzicielstwie. Przez pierwsze miesiące bardzo chuchaliśmy i dmuchaliśmy na Wojtusia. Inna sprawa, że Wojtuś miał wiele cech HNB i na początku całkowicie mnie zdominował, będąc przy tym totalnym wrażliwcem. Ale nigdy go nie ograniczałam. Gdy zaczął pełzać, to całe mieszkanie przystosowaliśmy pod niego, żeby mógł wejść w każdy kąt itp. Potem doczytałam, że to jest zgodne z Montessori :) Ależ się rozpisałam. Marysiu, korzystaj z tego pięknego czasu, dbaj o siebie i rozpieszczaj się. Potem dzidziuś jest w centrum. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wrażenie, że jak stracisz dziecko, to ten lęk przed powtórką nigdy nie mija. Boję się ciągle w każdej minucie i mam ogromną nadzieję, że po porodzie trochę mi ten strach ustąpi... Twoim komentarzem dajesz nadzieję, że tak będzie i że można nieograniczać z powodu lęku.

      Usuń
    2. Rzeczywiście, przypominam sobie ten wpis ☺ widać nadchodzą mnie normalne, ciążowe rozterki. Im bliżej porodu, tym więcej myśli się o wychowaniu a nie tylko o tym , jak zmienić pieluchę czy wykąpać dziecko😉😂
      Nie miałaś lekko z Wojtusiem, chociaż powiem Ci, że zawsze czytając Twoje wpisy miałam wrażenie, że przebija z nich radość a zmęczenie jest tylko szarym, nieistotnym tłem. I wdzięczność, że Młody jest z Wami...
      No i tak jak napisała Sesi- fajnie, że nie ograniczałaś Wojtusia, ale starałaś się mu zapewnić świetne warunki do rozwoju. I chociaż na początku chuchałaś i dmuchałaś na niego, to z czasem udało Ci się zdystansować do tego. Po tym, co przeszliście wyobrażam sobie, że nie było to łatwe.

      Usuń
  6. Cieszę się, że czujesz się lepiej! :)
    Dbaj o siebie Marysiu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciąża po długoletnich staraniach o dziecko- nie jest zwykłą ciążą.
    Macierzyństwo po zmaganiach z niepłodnością- nie jest standardowym byciem mamą...
    Ale i jedno i drugie to najpiękniejsze co możemy dostać w nagrodę po tym co przechodzimy walcząc o to, by choć raz usłyszeć słowo "mama" z ust tej małej istotki :)
    Dla tych chwil warto zrobić wszystko, na te chwile warto czekać latami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, warto walczyć o swoje marzenia... byłam i jestem w stanie poświęcić wszystko, aby tylko moje dziecko było zdrowe i szczęśliwie przyszło na świat. Czasami myślę, że mój strach o dziecko nie jest właśnie jak to napisałaś-standardowym strachem matki. Mam nadzieję, że jak Dzidzia przyjdzie na świat to jednak mimo wszystko nie zbzikuję i zachowam zdrowy dystans;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty