Rodzina

Dni uciekają, nawet niewiadomo kiedy. Czas tak pędzi, że zastanawiam się kiedy to minęło. Malutka kończy 3m. Jest wesoła o pogodna, kolki jeszcze są codziennie nad ranem, ale wtedy szybko robię masaż antykolkowy, który poleciła mi Sesi i po bólu:)).
U nas w zasadzie dzieje się dużo i zarazem niewiele. Codziennie tworzy się przecież nowy świat i nowe doświadczenia dla tego Małego stworzenia:)
Jesień to czas zadumy i refleksji. Bo chociaż nie mam zbyt wiele czasu dla siebie, to często myśli krążą gdzieś mimowolnie.
Ostatnio dużo myślę o swojej rodzinie. Bo i wydarzenia ostatnich dni mnie do tego skłoniły. Część z Was zna moją sytuację rodzinną i wie, że moja matka zerwała z nami kontakt gdy związała się z nowym facetem. Potem, starałam się jakoś to skleić. Ale to tak jak z rozbitym kubkiem...nie da się tego posklejać, żeby nie było śladu. Bo czasami już nie można znaleźć jakiegoś kawałka, który gdzieś się zagubił. Ten kawałek to lata nieobecności mojej mamy przy nas.
Potem, w ciąży jakoś starałam się mieć kontakt z nią, na siłę zmuszałam się do spotkań również z tym facetem. Żeby mieć mamę. Nawet pomagali mi w domu, gdy miałam komplikacje w ciąży. A potem, miesiąc przed rozwiązaniem raptem wzięli ślub nikomu nic nie mówiąc. Tak, to przez to w ciąży wyladowałam w szpitalu z wysokim ciśnieniem 200/100.
Jest mi przykro, bo ona w ogóle nie liczy się z naszym zdaniem. Nie obchodzi jej to , że nas rani. W piątek pojechałam do niej z zaproszeniem na chrzest. Ze względu na fakt, że siostry nie trwią go, podjęłam decyzję, że zaprosze ją bez niego. I wiecie co? Dałam jej kopertę z zaproszeniem. I się popłakałam. Powiedziałam, że nie mogę inaczej. Że nie chcę złej atmosfery na chrzcie mojego dziecka, bo to ma być jej święto. A ona nawet tej koperty nie otworzyła tylko zaraz po moich słowach powiedziała że bez niego nie przyjdzie, bo mu będzie przykro. A to że nam będzie przykro?czy to ma jakieś znaczenie dla niej? Ona nawet sekundy się nie zastanowiła... to jest najbardziej przykre...
I tak sobie myślę, że mojej rodziny już nie ma... z siostrami też coraz mniejszy kontakt. Bo niby każdy ma swoje życie, nikt nie ma czasu na spotkania. Ale to tylko takie gadanie. Tak myślę. A prawda jest okrutna... i widzę, że nie tylko tak jest w mojej rodzinie. Wszędzie są podziały. Przez to , że rodzice nie potrafią po równo podzielić uwagi między dzieci, jedne traktują lepiej, innych gorzej. Jeżeli dane byłoby mi zostać matką, to jedyne czego się obawiam to aby  nie wyróżniać żadnego z dzieci. Jest to szalenie ważna kwestia. No i nie bez znaczenia jest tu rola mamy, która powinna łączyć rodzinę a nie dzielić...
Ech...może już koniec ze stękaniem ;)) napiszę teraz coś bardziej optymistycznego.
Co u nas?etap kolek i tym dramatyczny poród stał się dla mnie budujacym doświadczeniem, bo dzięki temu teraz o dziwo jestem silniejsza. Trochę trwało zanim doszłam do siebie, szczególnie psychicznie, ale dzięki wsparciu pewnej osoby, po której tego bym się nie spodziewała, dałam radę przetrwać najtrudniejsze chwile... to tak szalenie ważne, aby mieć taką osobę, która jest obok, wspiera i nie ocenia. Bo w trudnych momentach najważniejsza jest obecność i poczucie że nie jesteśmy sami z naszymi problemami, że jest chociaż jedna osoba, którą obchodzą nasze problemy i my sami...
Córcia rośnie jak na drożdżach. W ciągu kilku dni zmieniła się nie do poznania ;) pojawiały się nowe umiejętności ale i nowy rodzaj płaczu-taki dorosły, zawierający w sobie niesamowite uczucia, jakby chciała powiedzieć "jest mi źle, skarżę się, pożałuj mnie mamo!" ;) 
No i codziennie patrzymy na nią i nie możemy uwierzyć czasami, że jesteśmy rodzicami a ona jest z nami. Że zostaliśmy obdarzeni takim szczęściem. Jutro mija rok od daty @, data, która towarzyszyła mi przez te magiczne 9 miesięcy.
 Moja bliska znajoma podchodzi właśnie do ivf (w naszej klinice, u dr, która prowadziła mi ciążę) i dzwoni do mnie zdawać relację z wizyt. Zaraz mi się wszystko przypomina. Tym bardziej teraz, gdy mija rok od kiedy przez TO przechodziliśmy. Tak ściskam kciuki za nich i jestem pełna nadziei, że to dobry czas a ich historia zakończy się tak jak nasza. Szczęśliwie.

Komentarze

  1. Nie bez powodu mówi się, żę z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach i to w dobrej odległości żeby można było odciąć. Rodziny niestety się nie wybiera. Ja z siostrą mam dobry kontakt, pomimo iż w dzieciństwie "darłyśmy koty".Za to z rodzicami to szkoda gadać. Jak ja nie zadzwonię, to oni wcale. Zero zainteresowania z ich strony. Przykre to.
    Kurczę to już 3 miesiące Mała ma? Jak to szybko zleciało! Powiem Ci że tęsknię za tym czasem kiedy moja córcia była taka mała :) Teraz to wszędzie jej pełno ;) Cieszcie się sobą :) Buziaki dla Was! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście przykre, że tylko Ty sama musisz dzwonić do rodziców. Tak jakby zupełnie nie tęsknili za Wami :(( przynajmniej ja bym tak sobie pomyślała. Moi tesciowie mieszkają blisko, ale też rzadko odwiedzają Małą. A z drugiej strony jak mam słuchać mądrości teściowej to może lepiej, że siedzi u siebie;)niemniej ten brak zainteresowania z ich strony jest przykry.
      Jestem ciekawa co u Was?jak idą przygotowania do crio?

      Usuń
  2. Cieszę sie ze u was juz lepiej! Teraz tylko delektować sie macierzyństwem :) Mam nadzieje ze ono odwróci trochę uwagę od tych problemów z Twoja mama... Trzymajcie sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Malutka wypełnia czas tak bardzo, że nie mam zbyt dużo czasu na rozmyślania. Teraz ta sytuacja wybiła mnie z tropu ;)
      Najważniejsza jest córeczka a resztę trzeba jakoś przeżyć i zaakceptować, bo inaczej się nie da.

      Usuń
  3. Cieszę się, że u Was wszystko w porządku. Fajnie, że masaże się na coś przydały 😉 Macierzyństwo i obserwacja malucha jest niesamowita 😍 Rośnijcie zdrowo.
    A co do rodziny? Och to nie jest łatwy temat. Czasem jak jest mama, która próbuje wszystkich zgłaskać i wydaje się być zbyt "słodka" i rodzinna, też nie jest dobrze. Nie znam Waszej sytuacji, ale może rzeczywiście Twojej mamie zależy na tym facecie? Dzieci powinny być najważniejsze, ale z drugiej strony czasem to mądre kiedy rodzice w porę odcinają pepowinę i dają żyć dzieciom i sobie swoim życiem. Och to są takie trudne kwestie. Grunt to obserwować wyciągać wnioski i wiedzieć jakim rodzicem nie chce się być i pracować nad sobą. 😊
    A ten brak czasu? To jakaś taka popularna wymówka teraz, ludzie gonią za czymś, a życie ucieka przez palce. I ani się obejrzysz a możesz przegapić najważniejsze momenty w życiu... Ehh, ale się rozpisałam. Trzymajcie się cieplutko i nie zadreczaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masaże są super. Na szczęście kolki występują coraz rzadziej. No i wspieramy florę jelitową podając probiotyki za radą dr ze szpitala.
      Malutka tak się zmienia. Już chwyta wszystko, nawet próbuje sama włożyć sobie smoczek do buzi i przekręca się na boczek. Przedwczoraj przekręciła się nawet na brzuszek :)) narazie tylko raz ale cały czas podejmuje próby:))
      A z mamą...to skomplikowane. Rozumiem to, że ma swoje życie. Nie chcieliśmy żeby była sama, to moja siostra ich poznała ze sobą, my walczyliśmy żeby nie była sama. A jak już to się stało to teraz najważniejszy jest dla niej on a nie my. Nie ma z nami praktycznie żadnego kontaktu. Myślę, że to za jego sprawą, bo on jest zdania , że to dzieci powinny biegać za rodzicami a rodzic nie może wyciągnąć ręki do zgody, bo się upokorzy. A moim zdaniem jak komuś zależy to się stara i na to nie mają wpływu żadne konwenanse.

      Usuń
    2. To super się rozwija, brawo 👏. Wiki obraca się już bez problemu tylko robi to tylko i wyłącznie wtedy kiedy chce i właściwie zawsze jak nie patrzymy. A jak jesteśmy obok to udaje że nie potrafi. 😉
      Masz rację, jeśli ktoś chce porozumienia to nie ważne kto pierwszy wyciąga rękę.

      Usuń
    3. P. S. Zapomniałam Tobie wcześniej napisać o probiotyku. U nas po prostu był prawie od początku podawany i było to dla mnie oczywiste. A faktycznie wspomaga pracę jelit. 😊

      Usuń
    4. Sesi, ja mam filmik chyba trwa z 15 minut, na którym próbujemy nakręcić taki przewrót ;) W końcu się udało, ale oczywiście najlepsze rzeczy dzieją się jak nikt nie patrzy ;)

      Usuń
    5. Ciągle probuje nagrac, moze w końcu się uda 😉

      Usuń
    6. 🙂🙂🙂 fajnie, będzie pamiątka😉 za rok albo za kilka lat obejrzycie ten filmik z łezką w oku.

      Usuń
  4. Marysiu, jak to dobrze przeczytać takie pozytywne informacje o Waszej córeczce :) 3 miesiące to już nie byle co! :) Już ten kontakt jest inny, człowiek nie ma wrażenia, że ciągle do ściany mówi haha. Pamiętam, że dla mnie fajny był taki okres, w którym dziewczynki wyciągały rączki, kiedy się nad nimi pochylałam i "badały" twarz. Tak jakby uczyły się jej, poznawały. Oczywiście trzeba było uważać, bo czasem wpadały na pomysł pociągnięcia mnie za długie włosy ;)

    To może coś napiszę o rodzinie. Ja jestem jedynaczką, to pewnie już kiedyś tam wspominałam, i na niczym bardziej mi nie zależy jak dobre kontakty z rodziną, której prócz moich rodziców już prawie nie mam :( Moja mama też nie miała rodzeństwa, a tata miał siostrę i brata (piszę miał, bo brat już zmarł) tyle, że póki żyła babcia, to wszystko się sklejało, ona była właśnie taką matką, która to wszystko trzymała. Po jej śmierci wszystko się rozleciało. Nagle ciotka mieszkająca za granicą zaczęła mieć pretensje o to, że moi rodzice wykupili mieszkanie babci itd (jak nie wiadomo o co chodzi to ... wiesz sama) I tak zostaliśmy tylko ja i rodzice, którzy pomagają i żyją nami, dziećmi. Ale moi teściowie mają takie podejście jak Twoja mama. Oczywiście sytuacja jest inna, bo oni są małżeństwem, a mama ma nowego partnera, ale porównuję postawę życiową. I wiesz, oni nie widzą w tym nic złego. Nie wiem skąd to się wzięło u Twojej mamy, może po prostu strasznie potrzebuje mężczyzny i nie chce go stracić, ale u moich teściów to jest tak, że oni żyją swoim życiem, które jest dla nich najważniejsze. Uważają, że dziecko odchowali (mojego męża) i ich rola się skończyła. Ja im nie każę nie wiadomo czego robić, tylko właśnie w takich sytuacjach o jakich Ty piszesz, Chrzest święty, chciałabym trochę empatii, zrozumienia i choć raz postawienia mnie, nas przed tym, czego oni chcą.

    To napiszę jeszcze jedno, mam nadzieję, że nie będziesz zła, że tyle :) Moi rodzice mają taką swoją "paczkę" z którą się znają od młodości. Spotykają się na imieninach, jakichś tam uroczystościach, na Sylwestra itd. No i jeden znajomy zmarł, a koleżanka szybko znalazła sobie faceta (koleżanka po 60, żeby nie było ;) Wszyscy znajomi mieli dylemat, czy na imieniny zaprosić go. Z jednej strony to jej partner i nic im do tego, z drugiej ktoś obcy, a oni mają swoje jakieś tam choćby żarty, sprawy prywatne i niekoniecznie będą się czuć dobrze w jego obecności. No i nie zaprosili go. Koleżanka straaasznie się obraziła na wszystkich, ale wiesz co? Jak uważam, że to właśnie do niej, czy do nowego męża Twojej mamy należy dać czas innym na pogodzenie się z sytuacją, czas na poznanie, to oni powinni jakoś tam "wkupić się" w środowisko.
    Ojciec mojej koleżanki z kolei, posunął się dalej, bo zaprosił 3 córki na swój drugi ślub. Rodzina nowej "mamy" cieszyła się, a one były jak na stypie. To trudne sytuacje i myślę, że nie zaboli, jeśli każdy spojrzy na to z tej drugiej strony, pomimo tego, że jak to powiadają "ma prawo do szczęścia i swojego życia"

    Jeszcze raz przepraszam za długi wywód. Buziaczki dla was :* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo lubię takie długie wywody 😉 widzę, że doskonale mnie rozumiesz i że nie tylko ja mam taką sytuację rodzinną. Myślę że właśnie rola matki jest szalenie istotna i ona powinna sklejać a nie dzielić. Coraz częściej słyszę że jednak tak się nie zdarza. Moja tesciowa też popełnia ten błąd że strasznie dzieli rodzeństwo wyróżniając niektórych i stawiając na piedestale. Ale takich rodziców jakich Ty masz to zazdroszczę. Takich ciepłych, zaangażowanych, dających dużo od siebie a nie roszczeniowych-pomagajcie nam bo nam się należy, jesteśmy rodzicami.
      I też zauważyłam, że wiele relacji rodzinnych psuje się właśnie przez takie sytuacje jak opisałaś, gdzie najwięcej mieszają pieniądze. Myślę, że jest teraz taki pęd na bycie naj, ogólne nastawienie na mieć a nie być. Ja często myślę o sobie że jestem z innej epoki, bo dla mnie posiadanie najnowszeo samochodu , wielkiej willi z basenem itd nie jest żadną wartością w stosunku do posiadania rodziny czy bycia zdrowym. Chyba muszę zrozumieć, że świat się zmienił i nie jest już taki sam jak 10-15 lat temu.
      No a moja mama po raz kolejny zaskoczyła negatywnie. Przyszła do kościoła na chrzest, zostawiła tutę;) z prezentem u uciekła. A jej mąż całą godzinę siedział w aucie. Nie wszedł nawet do kościoła. Po tym wszystkim jakoś jego "akcje" u nas jeszcze bardziej spadły. Jakoś nie widzę z jego strony chęci"wkupienia" się w naszą rodzinę.:(

      Usuń
    2. A no właśnie. Ale opowiem Ci jeszcze hicior z Chrzcin starszej córki. Bratowa mojego męża była wtedy skłócona z teściami, ale potwierdzili przybycie. I wyobraź sobie przyszła na mszę, ale na obiedzie, imprezie już się nie pojawiła. Siedziała w samochodzie pod lokalem!! Czy to nie jest chore? I nawet wiesz, nie podeszła, żeby coś zagadać. Ja naprawdę jestem życiową osobą i gdyby przyszła i tak normalnie powiedziała, że ta sytuacja ją krępuje, czy coś, to byłabym w stanie jakoś ją usprawiedliwić. Dla mnie to dziecinada, zwłaszcza, że Chrzciny były w lokalu, było dużo ludzi i mogła usiąść w drugim końcu stołu. Ale to nie wszystko. Za jakieś 2-3 tygodnie byliśmy u nich na Komunii ich córki i wyobraź sobie ona jakby nigdy nic, obłudnie przychodziła i pytała, czy wszystko ok, czy wszystko mamy, co nam podać itd. Ani be ani me. Zapytałam tylko męża, czy mogę jej coś powiedzieć, a on zwykle nie ma nic przeciwko (byle on nie musiał tego robić) więc żegnając się grzecznie i stanowczo powiedziałam jej co myślę. Bo zaproszenie nie było do jej teściów, tylko do naszego dziecka, które totalnie zignorowała. Pomijam już fakt, że musieliśmy za nią zapłacić, a ona nie przyszła. No powiedz Marysiu, czy nie opadają ręce? A potem ludzie się dziwią, że nie ma więzi, że jesteśmy dla siebie obcy itd. Od tamtej pory ich nie widziałam... eh

      Usuń
  5. Wspaniale czytać tak pozytywne informacje Marysiu, cieszę się ogromnie, że opanowałyście z Celcią sytuację i że tak świetnie sobie radzicie, nasze dzielne dziewczyny! 😘 Co do rodziny to niestety tego się nie wybiera, niektórzy mają to szczęście, że mają super relacje rodzinne, potrafią się wspierać i cieszyć relacjami, inni niestety nie trafiają tak dobrze, a rodzinę mają tylko na zdjęciu lub na rodzinnych uroczystościach typu wesela i pogrzeby... U mnie jest akurat przeciętnie, ale jako taki kontakt mam tylko z najbliższą rodziną, bo z resztą jakoś relacje się rozluźniły przez różnicę poglądów i życiowych priorytetów. No ale trzeba jakoś z tym żyć. Najważniejsze kochana, że masz cudowną córeczkę i męża, masz swoją własną rodzinę i to ona musi być dla Ciebie największym priorytetem 😘😘😘 Swojej Celci możesz dać wszystko co najlepsze i możesz zrobić też wszystko, aby nie powielić błędów swojej mamy względem swojej córeczki ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aga, najważniejsza jest dla mnie teraz moja córeczka i mąż, to jest teraz moja najważniejsza rodzina. To mój priorytet. Ale są chwile, gdy czasami tak po prostu jest przykro i brakuje tez tej "dalszej" rodziny. Kiedyś było mniej nieporozumień, zazdrości... rodziny się odwiedzały. Samotność to okropna choroba tego świata.

      Usuń
  6. Marysiu, bardzo się cieszę, że wszystko u Was dobrze, że córcia rośnie jak na drożdżach i wspaniale się rozwija. No i Ty brzmisz już tak pewnie jako mama. Odnośnie rodziny to chyba nigdzie nie jest idealnie. Problemy zawsze się pojawiają. Szkoda, że nie możesz teraz liczyć na wsparcie ze strony mamy. Myślę, że na początku macierzyństwa to bardzo ważne. W każdym razie ja jestem ogromnie wdzięczna mojej, że jest i że chce spędzać z wnuczkiem czas. Na pewno nie bez znaczenia jest to, że Wojtuś jest pierwszy i tak wyczekany. Teściowa ma już wnuczków u córki i to raczej my zabiegamy o ten kontakt, przyjeżdżamy do nich z Wojtusiem, dzwonimy. Wojtuś dobrze się czuje w domu teściów, więc staramy się dbać o te relacje. Już się przyzwyczailiśmy, że tak jest, ale na początku bywało przykro. Nie wiem, na ile nie do strawienia jest mąż Twojej mamy. Widać, że ma na nią ogromny wpływ. Może warto zagrać trochę dyplomatycznie, zacisnąć zęby i pokazać, że go akceptujecie. Może on potem usunie się w cień i mama sama zacznie zabiegać o kontakt z Wami. Sama nie wiem. Musisz robić tak jak czujesz, nic na siłę. Bo z drugiej strony w pełni zgadzam się też z tym co napisała autorka Drogi Nie Na Skróty. Ściskam Was ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malwa, tak jestem zdecydowanie pewniejsza jako mama i chyba teraz tak naprawdę się nią poczułam. Tak jakby dopiero to do mnie dotarło ;)) i jeszcze nieraz patrząc na Małą miewam nieopisane wybuchy endorfin:))
      Może za jakiś czas zaakceptuje to wszystko i po prostu przestanie mi brakować mamy? Coraz mniej jej w moim życiu... ale na to noe mam wpływu. Może czas się z tym pogodzić? Uwierz, w czasie ciąży starałam się żeby ten facet też czuł się akceptowany przez nas, odwiedzali nas a potem ...wzięli potajemny ślub nikogo nie informując. Tak jakby nasze zdanie było kompletnie nieważne. Ba, jakbyśmy nawet nie byli warci, żeby się z nami tym podzielić...

      Usuń
  7. Wiesz z rodziną nigdy nie jest idealnie, ale dobrze byłoby, gdyby było normalnie - prawda? Cokolwiek robisz, rób tak, jak czujesz - nie rób niczego na siłę. Sama wiesz, co jest dla Ciebie (dla Was) najlepsze. Cieszę się ogromnie, że Wasza córeczka tak pięknie rośnie.

    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej normalności właśnie mi brakuje;) bo tak jak napisałaś-nigdzie nie jest idealnie tak jak nie ma ludzi idealnych. Chyba ważne jest aby obie strony chciały tak samo, bo inaczej się nie uda skleić tych relacji. Nikogo nie da się do niczego zmusić. Chyba muszę pogodzić się z tą sytuacją skoro nie mogę zmienić myślenia i podejścia mojej mamy.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty